„Zamieniłam poranną filiżankę kawy na matchę. Efekty są zaskakujące!”

25-11-2016

Poznaj wrażenia po przetestowaniu matchy przez jedną z naszych autorek. Ania przez dwa tygodnie stosowała matchę regularnie i oto jej wrażenia. „Zamieniłam poranną filiżankę kawy na matchę. Efekty są zaskakujące!”     

Kawę zaczęłam pić w liceum. Jak to zwykle bywa, początkowo niespecjalnie mi smakowała, jednak chcąc poczuć się bardziej dorosła, postanowiłam przekonać się do specyficznego gorzkiego smaku. Udało się i to nadzwyczaj skutecznie. Poranna filiżanka mocnej czarnej kawy, stała się nieodzownym elementem każdego dnia. Bez niej nie potrafiłam wyjść z domu i pójść do pracy. Śniadania mogłam nie zjeść, ale kawę musiałam wypić. Jednak pomimo uzależnienia od kofeinowego zastrzyku energii, to herbata jest moją prawdziwa miłością. Zwłaszcza zielona. Z zamiłowaniem odwiedzam sklepy z herbatami, a w domu posiadam imponującą kolekcję najróżniejszym aromatyzowanych herbat oraz akcesoriów do jej zaparzenia- kubków, filiżanek i dzbanków. Dlatego kiedy usłyszałam o napoju, który łączy ze sobą właściwości kawy oraz smak ukochanej herbaty, stwierdziłam, że koniecznie muszę go wypróbować. Postanowiłam przez dwa tygodnie pić filiżankę matchy zamiast czarnej kawy. Efekty były zaskakujące!

No dobrze, ale czym jest ta matcha?

Matcha to nic innego, jak sproszkowane liście zielonej herbaty. Do jej pozyskania wykorzystuje się specjalnie wyselekcjonowany gatunek drzewek herbacianych, który, jak przekonują naukowcy, jest najzdrowszy z pośród wszystkich rosnących na ziemi. Na bogactwo cennych wartości odżywczych zawartych w matchy, wpływ ma również specjalny proces jej produkcji. Krzewy, których liście mają zostać sproszkowane, osłania się przed słońcem co najmniej dwa tygodnie przed zbiorami. Dzięki temu ich wzrost zostaje spowolniony, a brak światła stymuluje produkcję aminokwasów i antyoksydantów. Zebrane liście są suszone, a następnie ścierane na intensywnie zielony proszek, który zawiera nawet 10 razy więcej substancji korzystnych dla zdrowia, niż zwykła herbata! Aby nie utracić tego, co w matchy najcenniejsze, nie zaparzamy jej w sposób tradycyjny. Łyżeczkę sproszkowanej matchy rozprowadzamy za pomocą specjalnej miotełki w 200 ml letniej wody. Dzięki takiej metodzie przygotowania, nie pijemy jedynie naparu z herbaty, ale spożywamy ją w całości!

Zielone lekarstwo…?

Przed rozpoczęciem eksperymentu postanowiłam poszukać informacji na temat produktu, który miał mi zastąpić ulubioną kawę. To, co przeczytałam, przerosło moje oczekiwania. Matcha okazała się prawdziwą bombą witamin i minerałów. Jednak jej prawdziwym skarbem są substancje chemiczne z grupy polifenoli. Polifenole, zwane także ketechinami, są najmocniejszymi  przeciwutleniaczami. Przypisuje się im silne działanie przeciwnowotworowe i antywirusowe. Wspomagają one także układ krążenia oraz serce.

Podniesiona na duchu tymi naukowymi informacjami, ochoczo przystąpiłam do zmiany swojego kofeinowego przyzwyczajenia. Oto, jakie obserwacje poczyniłam podczas dwutygodniowego kawowego detoksu.

 

Więcej energii!

Prawdę powiedziawszy byłam sceptycznie nastawiona co do pobudzających właściwości matchy. Herbatę pijam w ilościach przemysłowych (zdarza mi się nawet 8 filiżanek w ciągu dnia!) a nigdy nie doświadczyłam efektu pobudzenia porównywalnego do tego po wypiciu kawy. Matcha okazała się zupełnym zaskoczeniem. Jedna filiżanka matchy dostarcza niemalże taką samą ilość kofeiny, co filiżanka kawy. Jest to jednak zdrowa kofeina, czyli L-teanina.  L-teanina pobudza stopniowo i nie powoduje nagłego spadku siły. Oprócz tego wspomaga koncentracje oraz poprawia nastrój. Doświadczyłam tego na własnej skórze i polecam każdemu kawopijcy! Po matchy nie poczujecie co prawda takiego kopa energii, jak po małej czarnej. Nastąpi za to stopniowy przypływ energii. Pozwoli Wam to jednak uniknąć objawów typowych dla przedawkowania kofeiny- roztrzęsienia, przyśpieszonej akcji serca oraz, gdy kawa przestanie działać, nagłego uczucia senności.

Nowe możliwości kulinarne…

Tak, dobrze przeczytaliście. Matchę można spożywać nie tylko pod postacią zwykłego napoju, ale także przyrządzić z jej pomocą pyszne smoothie czy…ciasto! Dzięki temu, że spożywamy ją w całości, możemy dodawać ją, gdzie tylko dusza zapragnie. Przez pierwsze dni stosowania matchy, rozprowadzałam ją mieszadełkiem w ciepłej wodzie i wypijałam rano zamiast kawy. Później jednak odkryłam najróżniejsze możliwości jej zastosowania i rozpoczęłam kulinarne eksperymenty. W zeszły weekend podałam swoim gościom zielony sernik- wyobraźcie sobie ich miny :)

Przełamanie rutyny i lepsze nawyki.

Codziennie rano, po przebudzeniu, biegłam do kuchni, aby zagotować wodę na kubek mocnej czarnej fusiastej kawy. Wypijałam ją w pośpiechu, gdzieś między malowaniem rzęs, przegryzaniem kanapki, a wyprowadzaniem psa na poranny spacer. Rytuał przygotowywania matchy, zmusił mnie do lepszego gospodarowania czasem. Zaczęłam odrobinę wcześniej wstawać, aby mieć chwilę na dokładne wymieszanie napoju i jego wypicie. Kiedy odkryłam inne możliwości wykorzystania matchy, zaczęłam przyrządzać zdrowe koktajle i dzięki temu przemycać więcej witamin do swojej diety. Nie jest to oczywiście bezpośrednia zasługa picia sproszkowanej zielonej herbaty, jednak przełamanie rutyny, pozwoliło mi na jednoczesne wprowadzenie korzystnych zmian, na które wcześniej brakowało mi motywacji.

Podsumowując, matcha z pewnością jest napojem wartym uwagi i polecam spróbować ją każdemu, kto nie miał jeszcze takiej okazji. Dwa tygodnie to zbyt krótki czas, aby doświadczyć korzystnego działania antyoksydantów, jednak sugerując się badaniami naukowymi, warto spojrzeć na matchę nie tylko, jak na zamiennik kawy, ale także jak na substancję  homeopatyczną.

Pomimo licznych wymienionych przeze mnie zalet, matcha ma na pewno również wady, jak chociażby brak charakterystycznego smaku kawy czy cena, jednak jestem pewna, że pozostanie ona w moim jadłospisie na dłużej.

Ania z Sensilab